„Jadę do Pakistanu! Co powinnam wiedzieć, co zabrać?” – pytałam rozentuzjazmowana redakcyjnego kolegę, gdy kilka lat temu trafił mi się dwutygodniowy służbowy wyjazd do tych dwóch egzotycznych krajów. Odpowiedź była miażdżąca.
- Powinnaś wiedzieć, że przed kilkugodzinną podróżą samochodem lepiej jeść sam chleb, żeby nie dostać biegunki. A zabrać powinnaś leki na biegunkę. Nic innego nie ma znaczenia, i tak cię tam nikt nie zauważy – kolega, bywały w tym regionie (głównie na wojnach) nie pozostawił mi wielu złudzeń.
O tym, że się nie myli, dowiedziałam się już na pierwszym lotnisku w Karachi. Podróżując z mężczyzną, pracownikiem organizacji humanitarnej, stałam się dla służb granicznych i celników praktycznie niewidzialna. – Powinnam lecieć sama, mieliby wtedy niezły pasztet, bo jak odprawiać kogoś, kogo się ignoruje – myślałam zgryźliwie. Na szczęście szybko przypomniałam sobie o zasadzie numer jeden – dobry muzułmanin nie patrzy na obcą kobietę, najlepiej wcale. Zdecydowana większość Pakistańczyków i Afgańczyków, z którymi rozmawiałam była naprawdę dobrymi muzułmanami – odpowiadając na pytania patrzyli daleko poza moją głową. Tylko najbardziej postępowi współpracownicy organizacji humanitarnych, tłumacze i kierowcy pozwalali sobie na więcej luzu, a nawet żarty.
W tej części Pakistanu, w której byłam (północna granica z Afganistanem) obyczaje praktycznie nie różnią się od tych z północnej strony granicy. Są dużo surowsze niż w pozostałej części Pakistanu – odczuliśmy to choćby podczas krótkiego wypadu bliżej granicy z Iranem, gdzie miejscowi notable potrafili rozmawiać z kobietą jak z człowiekiem. Jeden z nich nawet przyznał się, że studiował jakiś czas w Polsce, w Warszawie – i z upodobaniem kazał mi poprawiać swoją wymowę praskich ulic. Język połamał mu się na Ząbkowskiej.
Przy okazji „wypadów” (każdy po kilkaset kilometrów bez dróg asfaltowych) uświadomiłam sobie, jak cennej rady udzielił mi redakcyjny kolega. W obu krajach stacje benzynowe nie istnieją (a raczej – ograniczają się do dystrybutorów paliwa). Odległość między niewielkimi osadami, miejscowościami, w których ewentualnie (w ciągu dnia) można się zatrzymać wynosi dobrze ponad 100 kilometrów. A w szczerym polu (a raczej – w szczerej pustyni) żaden kierowca się nie zatrzyma. To jest po prostu niebezpieczne. Biegunka czy nawet drobne problemy żołądkowe mogą przerodzić się w jakąś gigantyczną katastrofę.
Kobieta, wybierając się do tych krajów powinna jednak dla własnego dobra pamiętać o znacznie większej liczbie szczegółów niż ostrożność „antybiegunkowa”.
Po pierwsze, pamiętać o konieczności zachowania uprzejmego dystansu, również fizycznego. Nawet podanie ręki (koniecznie prawej, lewa w kulturze islamskiej jest uważana za nieczystą, bo służy do podmywania) może być odczytane jako afront. Postępowi Pakistańczycy czy Afgańczycy młodego pokolenia podają rękę – ale to do nich należy inicjatywa. Ten zwyczaj trzeba uszanować.
Kobiecie (mężczyźnie zresztą też) nie wypada (nie wolno nawet) opowiadać pieprznych (nawet całkiem „niewinnych” naszym zdaniem) dowcipów. To wysoce niestosowne, podobnie jak opowiadanie o swoim życiu prywatnym.
Ubiór. Spodnie (nawet dżinsowe, byle nie bardzo opięte) i bluza zakrywająca pupę – najlepiej sięgająca do połowy ud, będą wystarczające w Pakistanie. Kobieta, która udaje się do Afganistanu powinna pamiętać o konieczności nakrycia głowy (mała chustka będzie dla Afgańczyków wystarczająca, nie oczekują od Europejki, że zakryje chustą głowę wraz z szyją) i o ubraniu bardziej maskującym ciało. Luźne spodnie, luźna bluza (długie rękawy to konieczność, nawet w upał) wystarczą. Niewskazany jest również wyzywający makijaż.
Idąc do lokalu (w każdym mieście, w którym byłam w tych dwóch krajach istnieją fantastyczne restauracje) należy przede wszystkim liczyć się z tym, że obsługa zaprowadzi nas do Sali dla kobiet (lub raczej – dla kobiet i mężczyzn, bo kierowani są tam wszyscy którzy przychodzą w mieszanym towarzystwie. Te sale nie mają okien, przypominają często namioty z Baśni 1001 nocy (całe obite tkanymi dywanami) – ale obsługa jest miła i komfortowa. Sale z oknami na ulice przeznaczone są wyłącznie dla mężczyzn. Manifesty feministyczne lepiej sobie darować, nawet jeśli sala jest pusta, właściciel nie zaryzykuje posadzenia kobiety „na widoku”. Miałby poważne kłopoty.
A co zrobić, jeśli palnie się gafę (np. chwyci rozmówcę w afekcie za rękaw)? Po prostu – grzecznie przeprosić. I Afgańczycy, i Pakistańczycy którzy utrzymują kontakty z Europejczykami, są uprzejmymi i gościnnymi ludźmi. Zrozumieją wpadkę, i nas nie skreślą, jeśli będzie to jedna wpadka, a nie cała seria.
Anna Kozłowska